Już ponad dwadzieścia minut stoję pod zamkniętymi drzwiami biblioteki i coraz bardziej nerwowo zastanawiam się, ile może trwać chwila. Dyżurny bibliotekarz pozostawił na szybie drzwi kartkę z napisem: „Wracam za chwilę” i zniknął… Nikt oprócz mnie nie czekał wprawdzie na otwarcie biblioteki, ale cierpliwość moja była już na ukończeniu. A może to wcale nie przypadek…?

O tym, że przyjdę dziś rano do biblioteki zdecydowałem wczoraj po posłuchaniu „Mszy życia” Fredericka Deliusa. Dotarło do mnie, że cały tekst tej kantaty, przewrotnie a może nawet wręcz ironicznie nazwanej mszą, oparty jest na cytatach z „Tako rzecze Zaratustra” Nietzschego i zrozumiałem, że zupełnie nie rozumiem przesłania tego dzieła. Postanowiłem poczytać i się podszkolić. A teraz stoję pod zamkniętymi drzwiami coraz dłuższą chwilę i z każdą kolejną minutą czuję, że popełniam błąd…

Kantata Deliusa bardzo mi się podobała czysto muzycznie i nawet zbytnio nie wsłuchiwałem się w słowa wzięte prosto z filozofii. A co będzie, jeśli nie zaakceptuję poglądów Nietzschego? Mam odrzucić z tego powodu muzykę Deliusa?

Przecież w ten sposób musiałbym odrzucić również Mahlera, Wagnera czy Ryszarda Straussa, a na to absolutnie się nie godzę.

Cóż mnie tutaj w DNM-ie mogą obchodzić ateistyczne i nihilistyczne poglądy Nietzschego, które były później tak żarliwie gloryfikowane przez nazistów. Gdybym tak bardzo miał się tymi poglądami przejąć, to w pierwszej kolejności musiałbym odrzucić Wagnera, którego Nietzsche po siedmiu latach bardzo zażyłej przyjaźni nazwał dowodem na to, że wielkie dzieła często idą w parze z „niskimi” pobudkami twórcy — samolubstwem, zawiścią, pragnieniem sławy, zadufaniem w sobie, autorytaryzmem i małostkowością i nie mógł tych cech osobowości Wagnera pogodzić z muzyką, jaką dał on światu.

Nie, nie dam się zwariować. Nie będę studiować Nietzschego, żeby posłuchać Deliusa.

Tak samo jak Nietzsche Delius uważał religię i moralność za wytwory ludzkie obarczone błędem zamiany przyczyny i skutku i w całej swojej kantacie próbuje dać temu wyraz, celebrując człowieka, a nie boskość i czyniąc z radosnych myśli i działań ludzi raj lepszy niż boski. Celebracja życia u Deliusa ma być całkowicie wolna od strachu osądu i kary wiecznej.

Niezależnie od warstwy filozoficznej odmalowanej w partyturze ta kantata Deliusa wydaje mi się jednym z najpiękniejszych utworów na solistów, chór i orkiestrę, jaki kiedykolwiek napisano. Za każdym razem, gdy jej słuchałem, zwłaszcza drugiej jej części, wpadałem w stan kontemplacyjny i oddychałem w tempie muzyki. Cóż więcej potrzeba?

Nie będę dłużej czekał na otwarcie biblioteki. Już nie czuję takiej konieczności…

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 174. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU: