Rzadko to robię, ale dzisiaj na specjalną prośbę Vivaldiego zmieniłem plany dotyczące kolejnego wpisu. Miała być „Gloria”…

Antonio był wyraźnie niezadowolony z tego, że przywołałem jego posługę kapłańską. Był wprawdzie wyświęconym księdzem i kilkanaście razy zdołał odprawić mszę, ale jego kapłańska kariera szybciej się zakończyła, niż zaczęła.

Do dzisiaj funkcjonują legendy o tym, że Vivaldi potrafił przerywać celebrację mszy i uciekał do zakrystii, aby tam zapisać nową melodię, która przyszła mu do głowy podczas odprawiania mszy.

Gdy przypomniałem Antonio tę opowieść, to najpierw serdecznie się uśmiał, a później wytłumaczył mi, że prawda jest zupełnie inna. Powodem przerywania posługi kapłańskiej były, jak się okazuje, silne ataki astmy, na którą Vivaldi chorował od dzieciństwa.

Był tak słabym dzieckiem, że przerażona położna ochrzciła go natychmiast po porodzie w przekonaniu, że nie przeżyje on nawet kilku godzin. Po kilku miesiącach ochrzczono go ponownie, ale Antonio przez całe swoje życie był chorowity i słaby. To właśnie była rzeczywista przyczyna odsunięcia go od celebry mszalnej.

Legenda o wymykaniu się od ołtarza, aby komponować w zakrystii, sprzyjała zwiększeniu rozpoznawalności Vivaldiego w równym stopniu jak nadany mu przydomek „Czerwony kapłan”, pochodzący od rudej barwy włosów.

Prawdę powiedziawszy, Vivaldi nigdy nie był nadmiernie gorliwym kapłanem, a również przestrzeganie celibatu niezbyt mu wychodziło. Żeby nie wchodzić zbytnio w szczegóły, powiem tylko tyle, że przez większość swego dorosłego życia pracował w weneckim sierocińcu Ospendale della Pieta dla dziewcząt, w którym był nauczycielem muzyki i gry na instrumentach różnych… i bardzo tę pracę lubił…

Szkolone przez Vivaldiego dziewczęta i panie zasilały wszelakie orkiestry dworskie i kościelne i były prawdziwymi mistrzyniami gry, zwłaszcza na skrzypcach. W ogromnym stopniu to dla ich edukacji komponował Vivaldi setki koncertów na skrzypce w różnych konfiguracjach na pojedyncze skrzypce, na duety skrzypiec, na czworo skrzypiec czy też na skrzypce z wiolonczelą.

Jednym z mecenasów sierocińca był książę Ferdinando, Medyceusz, syn i spadkobierca wielkiego księcia Toskanii Cosimy III. Książę miał piękny głos, grał na klawesynie i studiował różne inne instrumenty, w tym skrzypce.

Vivaldi w nadziei na przyszłe korzyści i prywatny mecenat księcia zebrał dwanaście swoich najpiękniejszych koncertów w jeden zbiorek i dedykował go umuzykalnionemu Medyceuszowi, nazywanemu czasami „Orfeuszem książąt”.

Z mecenatu nic wprawdzie nie wyszło, ale wybrane przez Vivaldiego koncerty stały się słynne w całej XVIII-wiecznej Europie.

Po śmierci Vivaldiego większość utworów, w tym również koncerty ze zbioru „L’Estro Armonico” poszło w zapomnienie i ponownie odkryto je dopiero dzięki szeroko zakrojonym badaniom nad twórczością… Bacha.

Johann Sebastian dokonał transkrypcji na klawesyn sześciu koncertów Antonio z tego zbioru i to właśnie dzięki skrupulatnym badaniom dorobku Bacha badacze trafili do Vivaldiego, przywracając mu z czasem należną sławę, co zaowocowało wielką ilością nagrań jego dzieł.

Fascynujące jest obserwowanie, jak zmieniało się z czasem postrzeganie rewelacyjnych koncertów Vivaldiego i ich twórcza interpretacja. Muszę przyznać, że ja sam doznałem sporego szoku, gdy posłuchałem dwóch różnych wykonań Federico Guglielmo.

Pierwsze dokonane pod batutą Christophera Hogwooda musiało na tyle poirytować solistę, że dwanaście lat później nagrał te same koncerty z tą samą orkiestrą, ale bez Hogwooda i całkowicie inaczej. Nie będę wyrokował, które wykonanie jest lepsze, bo nie o to chodzi.

Jest to jednak piękny dowód, jak ci sami muzycy wraz z upływem czasu i przypływem doświadczenia, wiedzy i praktyki mogą diametralnie zmienić swoje spojrzenie na te same utwory. To jest prawdziwa potęga muzyki!

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 266. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU: