W trakcie pracy nad drugą symfonią dotarła do mnie wiadomość, że będę głuchy i że nie da się powstrzymać postępującej u mnie utraty słuchu. Nie mogłem sobie wyobrazić gorszej informacji…

Tylko ja jeden wiem, ile wysiłku i wewnętrznej mobilizacji kosztowało mnie utrzymanie w sobie radości, którą tak bardzo chciałem przekazywać swoją muzyką. W „Drugiej” jeszcze mi się to udało. Później było coraz trudniej…

Byłem na skraju załamania, czemu upust dałem w liście do braci Carla i Johanna nazywanym testamentem z Heiligenstadt, w którym w ponurych słowach opisuję swoją rozpacz po utracie zmysłu, „który kiedyś posiadałem w najwyższej doskonałości„. Czułem się upokorzony, „gdy ktoś stojący obok mnie usłyszał flet w oddali, a ja nic nie słyszałem, albo ktoś usłyszał śpiew pasterza, a ja znowu nic nie słyszałem”.

Były takie dni, gdy przytłoczony rozpaczą intensywnie myślałem o samobójstwie i … „tylko moja sztuka mnie powstrzymywała. Wydawało mi się niemożliwe opuszczenie świata, dopóki nie przyniosę wszystkiego, co czułem, we mnie …

Gdy w małej wiosce pod Wiedniem zaczynałem pracę nad „Drugą”, byłem pełen optymizmu i wewnętrznej radości. Jak to powiedział Berlioz „wszystko w tej symfonii się uśmiecha”. Gdy kończyłem nad nią pracę miałem już wszelkie zadatki na klasycznego bohatera romantycznego… Cierpiałem!!!

A w miarę starzenia się… ech, stałem się „coraz bardziej gniewny i nędzny„… Sam nie wiem jak wielki wpływ na tę moją, tak wyraźnie przeze mnie odczuwaną wewnętrzną przemianę, miała utrata słuchu…

Wielu moich kolegów tu w DNM-ie mówi mi, że właśnie dzięki utracie słuchu stworzyłem arcydzieła, których nie stworzyłbym, gdybym nie cierpiał. Może rzeczywiście coś w tym jest.

Moja „Druga” to według mnie bardzo dobra symfonia i wyraźnie zapowiadająca to, że pójdę własną kompozytorską drogą. Nie zawahałem się ani chwili przed rezygnacją z tradycyjnego dworskiego menueta w trzeciej części, zastępując go rustykalnym scherzo, a w głowie kołatały mi się kolejne nowatorskie pomysły. To dobra symfonia, a jednak dziś wciąż pozostaje w głębokim cieniu siedmiu następnych. Gdybym ich nie napisał, to pewnie właśnie „Druga” uznana byłaby za genialną…

Może rzeczywiście rację mają ci, którzy mówią, że stałem się pierwszym znanym kompozytorem epoki romantyzmu — epoki, która odznaczała się ujawnianiem ludzkich słabości i wzruszeń, boleści i tęsknot, niepokoju i porywów, i w której konieczne było heroiczne zwycięstwo nad złem i nad bolącą rozpaczą. Nie bez powodu mojej „Trzeciej” nadałem imię „Eroica”!

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 13. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU: