Muszę dzisiaj uważać na słowa, bo ostatnim wpisem o Johannie Sebastianie Bachu popadłem w jego niełaskę. Nie pierwszy już raz, więc mam nadzieję, że potrwa ona krótko…

Na razie muszę jednak radzić sobie sam, bo mój mistrz odmówił mi rozmowy na temat swojej przeprowadzki do Lipska, informując mnie o tym głosem wyraźnie poirytowanym:

– Ja ci coś opowiem, a ty potem opiszesz mnie jako liżącego innym stopy i… nie wiadomo co jeszcze!

No cóż… Naprawdę nie miałem złych intencji, ale może rzeczywiście jest trochę prawdy w powiedzeniu, że piekło wybrukowane jest tymi pozornie dobrymi…

Zacząłem się zastanawiać, jak mógłbym przekazać mojemu mistrzowi, że niezależnie od tego, co wyczyniał w Lipsku, jak mocno kłócił się tam o pieniądze i o swoje prawa autorskie, jak wraz z powiększającą się w niezwykłym tempie rodziną wymuszał na władzach miasta kolejny remont otrzymanego mieszkania, jak przy każdej okazji, dopóki w Köthen żył książę Leopold wymykał się z żoną z Lipska i koncertował dla byłego pracodawcy, jak bardzo pomimo tego wszystkiego cała Saksonia wielbiła go i szanowała?

Nie znalazłem lepszego sposobu niż napisanie o jednym z najpiękniejszych krótkich utworów sakralnych Bacha, które stworzył zaraz po przyjeździe do Lipska, jakby składając u bram miasta swoją wizytówkę.

Tworząc „Magnificat” wykorzystał cały potencjał miejscowej orkiestry i dał szansę zabłyśnięcia pięciorgu solistom, którzy oprócz partii solowych występowali również jako chór.

Wizytówka okazała się na tyle udana, że Bach wykorzystał ją ponownie, przedstawiając się nowemu elektorowi saksońskiemu Friedrichowi Augustowi II, który nastąpił po śmierci poprzednika w lutym 1733 roku.

Pięciomiesięczny okres żałoby narodowej po śmierci Fryderyka Augusta I Bach wykorzystał na pracę nad mszą b-moll oraz nad przeróbką „Magnificat”. Obniżył tonację, dodał flety poprzeczne, w wielu miejscach zmienił linie muzyczne i… wykorzystując biblijny tekst z ewangelii św. Łukasza, mówił nowemu władcy: „Magnificat anima mea Dominum” (Wielbi dusza moja Pana)

Również i ja skorzystam dzisiaj z tego patentu… Wielbię cię mój mistrzu!

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 346. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU: