Gdy wspominam euforię, jaka zapanowała w DNM-ie po informacji o doprowadzeniu Nekronetu światłowodem prosto ze Słońca, uświadamiam sobie, jak bardzo byliśmy naiwni i nieświadomi tego, że wśród ogromu informacji, które do nas dotrą, nie wszystkie będą dla nas miłe, przychylne lub wygodne.

Chyba najbardziej dokuczliwie doznaje tego Arnold Schoenberg, który raz po razie napotyka na niezbyt przyjemne dla siebie informacje.

Z jednej strony widzi, jak wielu uznało go za „Mistrza muzyki”, a z drugiej jednak strony często może wyczytać, że uznanie fachowców i ciekawość melomanów wcale nie musi równać się powszechnej miłości lub przynajmniej sympatii większości słuchaczy.

Już kilkakrotnie obruszał się na mnie za wpisy na jego temat, jakby zupełnie nie zauważał faktu, że jednak pojawia się w kronice wśród wybranych i pewnie jeszcze się w niej pojawi.

Może powinienem go zrozumieć, bo sam nie wiem, jak ja bym zareagował, gdyby ktoś powiedział o mnie, że jestem „jak jakiś religijny fanatyk odcinający sobie genitalia, aby udowodnić, jak bardzo jest czysty i oddany Panu„.

Bez Nekronetu Arnold na pewno nie usłyszałby tej opinii, a tak siedzi teraz przede mną i pewnie za chwilę zacznie to swoje męczące narzekanie.

Schoenberg nie kazał mi długo czekać, ale już pierwsze jego zdania były całkowicie zdumiewające, choć zaczęło się dosyć groźnie:

– Jak tylko dotrze do nas ten nieokrzesany Jankes John Adams, będzie miał ze mną do czynienia. Sam zobacz, co o mnie napisał — Arnold podsunął mi kartkę z wywiadem Adamsa dla nowojorskiego dziennikarza Alexa Rossa i palcem wskazał mi przeczytany przed chwilą fragment.

– Gwarantuję, że nic sobie nie obcinałem… – skupiony na czytaniu nie usłyszałem dalszego ciągu zbyt wyraźnie.

– A zauważyłeś, że on cię też chwali i chętnie słucha, tylko że uważa, że dla współczesnych słuchaczy otoczonych z każdej strony popową muzyką niosącą rytm, melodię i łatwo osiągalną przyjemność twoja trudna muzyka, zamiast zachęcać, zniechęca większość do muzyki klasycznej granej w salach koncertowych — zdecydowałem się podjąć dyskusję, choć zupełnie nie wiedziałem, w jaką stronę ona podąży.

– Właśnie takim, jak Adams powinniśmy być wdzięcznie, że niektórzy nadal chcą nas słuchać — dodałem.

– Spójrz na to na spokojnie. Ponad 50 lat minęło od czasu, gdy ktoś po Albanie Bergu zdecydował się na napisanie koncertu skrzypcowego, który potrafiłby natychmiast oczarować.

– Trzeba było wielkiej odwagi na takie komponowanie, zwłaszcza w Ameryce przesiąkniętej komercyjnym podejściem do muzyki. Dający się zauważyć snobizm kompozytorów muzyki klasycznej — spojrzałem na Schoenberga dość wymownie — mógł być ostatnim krokiem przed całkowitą utratą jej znaczenia. Ja tam jestem Adamsowi wdzięczny, że tak się nie stało…

– Miał odwagę powiedzieć, że „większość Amerykanów po prostu nie chce być pod wrażeniem całego mitu „awangardy”. Tolerują Schoenberga, ale go nie kochają. Są znacznie mniej skłonni do zastraszania ich, aby coś „polubić” tylko dlatego, że mówi się im, że powinni to lubić„.

Arnold żachnął się i już chciał coś powiedzieć, ale powstrzymałem go, mówiąc:

– Ten sam Adams powiedział jednak, że twoja „muzyka jest twarda i ma wyrafinowany gust. To nie jest ładne i nie wydaje mi się atrakcyjne tak, jak na przykład muzyka Wagnera lub Messiaena. Ale to nie znaczy, że mnie to nie pociąga. W jego muzyce jest coś, co jest spójne i niepowtarzalne…„.

Schoenberg długo nie mógł się zdecydować, czy to, co przed chwilą usłyszał, rzeczywiście jest dla niego pozytywne. Musiałem odwrócić jego uwagę:

– Ten koncert Adamsa, o którym mówiłem może cię zaciekawić. Będziesz miał o czym mówić z Johnem, jak już do nas dotrze.

– Już słuchałem i to kilka razy w kilku wykonaniach. Ta „Chaconne” o fascynującym tytule: „Ciało, przez które przepływa sen” jest… – długo nie mógł się zdecydować jakiego słowa użyć, a w końcu wypalił: – …interesująca. Nikt chyba dotychczas nie przeplótł tak skrzypiec i orkiestry. No i ten porywający finał…

Schoenberg zamilkł zdumiony swoimi słowami, a po chwili uśmiechnął się i wyszeptał:

– Naprawdę powiedziałem: porywający?

Skinąłem głową i szybko odwróciłem się, aby nie widział ulgi na moim obliczu.

Uff, dobrze, że Arnold niezbyt dokładnie przeszukał Nekronet. Jak znajdzie inne wywiady Adamsa na swój temat, na pewno znowu wróci wkurzony…

INSPIRACJA WPISU: