Obudziłem się w bardzo dobrym humorze. Wieczorem zgodnie z obietnicą posłuchałem kilkudziesięciu motetów Dufay’a i, ku swojemu sporemu zdumieniu, sprawiło mi to dużo przyjemności. Wprawiło mnie też w stan lekkiej zadumy związany z wpływem dorastania na tworzoną przez nas kompozytorów muzykę. Im dłużej któryś z nas żył, tym bardziej otaczający go świat i własny rozwijający się talent przynosiły zmiany w twórczości. W motetach Dufay’a słychać to było aż nadto wyraźnie…

Niektórym do spektakularnego rozwoju potrzeba było kilkudziesięciu lat prób, a innym wystarczało zaledwie kilka intensywnie przeżytych lat… Najbardziej wybitnym przykładem takiego ekspresowego rozwoju jest Mozart… Widać to chociażby w jego sonatach na fortepian (lub klawesyn) i skrzypce…

Ojciec Mozarta zorganizował jemu i jego siostrze pierwsze artystyczne tournée po Europie, gdy Wolfgang miał zaledwie 6 lat. Rok później powstaje pierwsza z jego sonat, a w następnych dwóch latach kolejne 15. To niesamowite, ale Wolfi jako dziesięciolatek miał już za sobą kilkadziesiąt kompozycji.

Od rozpoczęcia pierwszej podróży przez następne 11 lat Mozart tylko sześć miesięcy przebywał w domu. Pozbawiony obecności matki, pozbawiony możliwości ogólnej edukacji, ale za to oklaskiwany i podziwiany przez coraz liczniejsze grono wielbicieli Wolfgang długo pozostawał dziecinny w obejściu, ale jednocześnie niezwykle szybko dojrzewał muzycznie.

No i jeszcze ta jego kochliwość…

Już jako sześciolatek „oświadczył się” w Paryżu Marii Antoninie, a później, gdy stał się sławny, tworzył kolejne dzieła — prezenty dla swoich zmieniających się uczennic, choć czasami mówi się, że bardziej dla ich bogatych ojców… W ten sposób powstały też niektóre genialne „dorosłe” sonaty, które tak diametralnie różniły się od prostych sonat z dzieciństwa. Podstawową różnicą było partnerstwo instrumentów.

Czy to z powodu pożądanej fizycznej bliskości z partnerkami, czy też może z odczuwanej emocjonalnej więzi dwóch istot opisywanych instrumentami Mozart wprowadził do historii muzyki absolutną nowość — sonatę partnerską. To już nie był delikatny akompaniament dla instrumentu przewodniego, ale cudowna gra emocji, rozmowa, co tam rozmowa, wspaniały partnerski dialog skrzypiec i fortepianu. Nikt dotychczas nie pisał takiej kameralistyki.

Sonaty skrzypcowe u Mozarta stały się pełnoprawnymi sonatami na skrzypce i fortepian lub na fortepian i skrzypce. Każde z muzyków na przemian stawało się solistą lub akompaniatorem, a wielokrotnie też równorzędnym partnerem emocjonalnego duetu. Ani skrzypce, ani fortepian nie mają pierwszeństwa…, częstokroć są splecione w harmonijnym uścisku.

I jeszcze ta niewiarygodna łatwość Mozarta w komponowaniu pięknych melodii…

Łatwość Mozarta w komponowaniu i jego niezwykła muzyczna pamięć zadziwiają wszystkich do dziś. W trakcie swojego krótkiego życia napisał prawie 700 kompozycji. W 1781 roku w liście do ojca opisał proces tworzenia jednej z sonat:

Dzisiaj – a sporządzam te słowa o jedenastej w nocy – miał miejsce koncert, podczas którego wykonaliśmy trzy moje utwory. Oczywiście mówię tu o nowych opusach: rondzie zaczerpniętym z koncertu dla Brunettiego; sonacie z akompaniamentem skrzypcowym, jaką uskuteczniłem wyłącznie dla siebie – stworzyłem ją pomiędzy jedenastą a dwunastą ubiegłej nocy – lecz, aby zdążyć w czasie, przedłożyłem jedynie partię skrzypiec dla Brunettiego, podczas gdy moją własną przechowywałem w pamięci; i wreszcie o rondzie dla Ceccarelliego, które musieliśmy powtarzać”.

Godzina wystarczyła Mozartowi na stworzenie trzyczęściowej sonaty…

Nie musiał jej zapisywać, aby spamiętać…

Ja bym tak nie potrafił i drugiego takiego nie znam!

INSPIRACJA WPISU: