Od dłuższego czasu czekam na przybycie do naszego Domu Hildegardy z Bingen. Nastawiłem się na dłuższą z nią rozmowę, bo mało kto jak ona potrafi mnie zrozumieć i doradzić. Niestety matka-założycielka DNM-u wciąż odsuwa decyzję co do stałego zamieszkania u nas. Podobno godzi się z Richardis… A ja mam ewidentny problem i koniecznie muszę z kimś porozmawiać…

Może z Bachem, moim mistrzem…?

Prowadzenie kroniki i zamieszczanie w niej codziennych wpisów nie jest wcale takie trudne, ale powoli obraca się przeciwko mnie, zmieniając moje rutynowe nawyki i przesuwając środek ciężkości moich zajęć i obowiązków. Dotychczas zawsze najważniejsza była muzyka, a dzisiaj mam coraz mniej czasu, aby jej słuchać i się nią delektować. Muszę to koniecznie zmienić, bo bez słuchania kronika stanie się dla mnie samego całkowicie bezużyteczna.

Tak się porobiło, że ostatnio większość czasu spędzam na spotkaniach towarzyskich z mieszkańcami DNM-u, na wysłuchiwaniu ich opowieści, które chcieliby przemycić do kroniki, na zapisywaniu tego, co mnie zaciekawiło czy też na wyszukiwaniu tego, czego oni sami o sobie nigdy nie powiedzą. Na najważniejszą rzecz zaczyna brakować mi czasu. I nie chodzi tu o czas w kategoriach wiecznych, bo tego raczej mi nie zabraknie, ale o przyziemny 24-godzinny codzienny rygor. Coś muszę zmienić, aby mieć więcej czasu na słuchanie muzyki, tylko co?

Hildegarda na pewno by mi doradziła. To bardzo mądra kobieta. Bach pewnie będzie zrzędził, ale może sam fakt odbycia z nim rozmowy podsunie mi jakąś myśl…

Znalazłem go dopiero w DNM-owym ogrodzie podczas podlewania kwiatów. Nawet się ucieszył na mój widok:

– Pewnie potrzebujesz rady, co wybrać z mojej twórczości. Powiem ci prosto, bierz po kolei, jak leci – ta wypowiedziana myśl tak się spodobała Johannowi, że widać było, jak z trudem powstrzymuje uśmiech dumnego zadowolenia, ale mi wcale nie było do śmiechu

– No właśnie, wszyscy myślą tylko o sobie – wyrwało mi się, ale aż mi ulżyło, gdy wypowiedziałem te słowa

Johann wyprostował się znad krzaczków hortensji, spojrzał na mnie uważnie, a ja pod ciężarem jego mądrego, badawczego wzroku poczułem, że rzeczywiście mogę się przed nim otworzyć:

– Mam problem mój mistrzu. I choć mówi się, że „najpierw wykład, potem przykład”, to ja zacznę jednak od przykładu. Chciałem napisać o twoich preludiach chorałowych z „Orgelbüchlein” . Wiesz, że kocham organy, ale podobnie tak jak ty uwielbiam tylko te dobrze zagrane. Zanim przesłuchałem większość znanych mi wykonań nastała noc, a ja uświadomiłem sobie, że muszę również posłuchać ostatnich kwartetów Haydna, a potem czeka mnie długie słuchanie ukochanych „Impromptus” Schuberta.

– Aż ci zazdroszczę – Bach powiedział tylko trzy słowa, ale ja już wiedziałem, że właśnie usłyszałem odpowiedź na jeszcze niezadane pytanie

– Jaką podjąłeś decyzję?

– Będę pisał dopiero wtedy, gdy będę gotowy. To nie fabryka…

Bach spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, odłożył konewkę, otrzepał ręce z kropelek wody i powiedział:

– Nie wiem, o czym mówisz. Pytałem o moje preludia…

Uśmiechnąłem się w duchu. Każdego z nas najbardziej interesują jednak własne dzieci, nawet jeśli stworzone są tylko z nut…

– Wybrałem Simona Prestona, ale muszę przyznać, że te twoje organowe perełki na różnych organach i pod różnymi rękoma i nogami organistów brzmią tak pięknie różnorodnie, że u wielu można znaleźć coś pięknego. Trudno wybrać jedno najlepsze wykonanie dla wszystkich…

– To prawda, mam podobne kłopoty. Dlatego regularnie słucham kilkunastu i co rusz zmieniają się moje preferencje. Czasami zależy to tylko od tego, jaki danego dnia mam nastrój. Dzisiaj napatrzony na piękno ogrodu pewnie wybiorę Zerera, ale za tydzień, kto wie?

– A wiesz mistrzu, że na ziemi próbują cię zastąpić?

Odpowiedziało mi milczenie.

– Kilkudziesięciu organistów z całego świata stworzyło „Projekt Orgelbüchlein” i wspólnymi siłami chcą dokończyć zaczęte przez ciebie dzieło i uzupełnić zbiór do 164 chorałów, które zaplanowałeś kiedyś na cały rok kościelny

– Mówisz, że kilkudziesięciu… hmm…, ja, gdybym dłużej został w Weimarze, zrobiłbym to sam i to z dużą łatwością…

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 301. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU: