O szczęście niepojęte… Coś mnie tknęło kilka dni temu, żeby wypchnąć mu z półki „Romeo i Julię”…

Wczoraj była u niego (ma dziwne imię – Kotek; tak przynajmniej mówi do niego żona) wnuczka Julcia i od razu zauważyła swoje imię na płycie Prokofjewa leżącej na biurku. „Dziadku, czy Juliet to, to samo, co Julia…?

Próbowała odczytać mniejsze literki na odwrocie płyty, a przy tym cały czas mówiła: „Dziadek, a wiesz, że my dzisiaj w szkole uczyliśmy się jak wzywać pomocy w różnych językach. Umiem już po niemiecku i po angielsku. O, zobacz, poukładam ci płyty…

Händel 
Ives
Liszt
Franck
Elgar

O, zobacz i jeszcze te z drugiego stosiku…”

Händel 
Elgar
Liszt
Prokofjew

Kotek zdębiał, mała mówiła nadal, a ta piękna wachlowała Kotka. Cudna scena.

O, ho, ho. Grają Alleluja. Trzeba pędzić. Słyszałem, że zmierza do nas Montserrat. Jest szansa…

To 6. odcinek opowieści o mieszkańcach Domu Nieśmiertelnego Muzyka, która z czasem przekształci się w cykl „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: