Aneczko, dla mnie w muzyce, poza samą muzyką, najważniejsze są dźwięk i emocje. Może jeszcze dodatkowo sentymenty, tak bliskie emocjom. Kilkadziesiąt lat temu miałem szczęście dwukrotnie posłuchać na żywo „Piątej” Szostakowicza pod Rowickim. Wtedy słyszałem tę symfonię po raz pierwszy i drugi, i emocje z tym związane, a później wytworzony we mnie sentyment do pierwszego odsłuchu sprawiły, że do dziś nie mogę znaleźć wykonania dla mnie lepszego. Do końca nie pasuje mi nawet płytowe nagranie z tym samym Rowickim ani też Bernstein skaczący na podeście… Najbliżej moim wspomnieniom stanął Gianandrea Noseda, który wykonał tę „Piątą” po raz pierwszy podczas londyńskich Promsów w 2004 roku. I choć zebrani w studio komentatorzy odsądzili wówczas to wykonanie od czci i wiary, to ja byłem w samym środku muzyki. Pochłonęła mnie bezbrzeżnie i nieważne stały się muzyczne detale, bo ożyły we mnie wspomnienia, sentymenty i marzenia. W muzyce tych moich marzeń mam tysiące. Marzę, jak małe dziecko oczekujące na prezenty od Mikołaja, aby móc jeszcze raz posłuchać Beethovena, Brahmsa, Chopina, Szostakowicza, Czajkowskiego i tysięcy innych — jeszcze raz… po raz pierwszy

Ale mnie wprawił w zadumę. Nie chciałem mu przerywać…

Słuchałem go, gdy mówił do swojej córeczki, z nadzieją, że słyszy go również i kwintet Lamparta. Tak Kotek nazwał swoje ukochane wnuczęta: Julcię, Karolka, Marcelka, Martyneczkę i Tymonka. Czyżby Kotek okazał się lampartem? Ciekawe, dlaczego…?

Zauważyłem, kogo spośród kompozytorów wymienił na pierwszym miejscu!!!. Dobrze, dobrze, niech dzieci wiedzą! Mój tuman!

To 22. odcinek opowieści o mieszkańcach Domu Nieśmiertelnego Muzyka, która z czasem przekształci się w cykl „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: