Gdy zobaczyłem dzisiaj Schuberta wpatrzonego z zachwytem w Mozarta, to poczułem się, delikatnie powiedziawszy nieswojo. Tyle razy Franz zapewniał mnie o swoim uwielbieniu i o fascynacji moją muzyką, że chyba dokonałem czegoś w rodzaju zawłaszczenia Schubertowych gustów.

Wydawało mi się, że jego niewątpliwie szczere słowa o podziwie, które wielokrotnie kierował do mnie, oznaczają jakby wyłączność na zachwyty i widok Franza spijającego słowa z ust Wolfganga mocno mną poruszył. Poczułem się… zdradzony… Postanowiłem dać wyraz swojemu rozczarowaniu. Podszedłem do Franza, który delikatnie, jakby pieszczotliwie, podtrzymywał dłoń Mozarta, czule wpatrując się jednocześnie w jego twarz w poszukiwaniu oznak przychylności dla siebie…

– Widzę, że tylko żartowałeś, mówiąc mi wielokrotnie, że jestem twoim muzycznym guru — zacząłem bez bawienia się w powitalne grzeczności

– Ależ skąd Mistrzu, to była i zawsze będzie najszczersza prawda. Właśnie opowiadam Wolfgangowi, dlaczego zmieniłem swoje upodobania od czasu, gdy usłyszałem twoje, Mistrzu, symfonie. Kiedyś, na początku swojej drogi, chciałem tworzyć jak Mozart, a najlepszym tego dowodem jest moja „Piąta”, którą bardzo łatwo można byłoby przypisać Wolfgangowi

– Uhm — mruknął Mozart

– Jest lekka, liryczna, melodyjna, finezyjna, radosna, młodzieńcza, uroczo prosta, z orkiestrą o składzie zbliżonym do moich ustawień — kontynuował.

– Miałem wtedy tylko 19 lat i dopiero poznawałem świat. Gdybym Mistrzu nie poznał ciebie, to moja muzyka ewoluowałaby w kierunku nakreślonym przez Mozarta. To ty zmieniłeś mój świat i moją muzykę. Choć prawdą jest, że „magiczne nuty muzyki Mozarta wciąż mnie prześladują”, to jednak to ty jesteś moim nauczycielem i wielkim guru, a ja jestem twoim fanem…

Uśmiechnąłem się na brzmienie tego dziwacznego słowa, które tak mile mnie połechtało. Nawet nie zauważyłem, kiedy Mozart klęknął przede mną i przedrzeźniającym tonem zapiszczał:

– Jesteś naszym guru, Mistrzu — a potem powstał z kolan i szepnął mi prosto w Phonaka:

– Czyżbyś Ludwisiu był o mnie zazdrosny…?

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 158. wpisem z cyklu 1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: