Po każdym wpisie o Johannie Sebastianie widzę niezmiennie ten sam obrazek. Obok skromnie stojącego Bacha staje w wyzywająco dumnej pozie Feliks Mendelssohn i wszystkim wokół przypomina, że to on przysłużył się do postawienia mojego Mistrza na muzycznym piedestale.

Jakoś nie mogę wyzwolić w sobie zaufania do rozgestykulowanego Feliksa. Przypominam sobie, ile razy krytykował i ośmieszał swoich przyjaciół poza ich plecami i widząc go wychwalającego Bacha, nie potrafię zapomnieć o tym, jak potraktował Berlioza, Schumanna, a nawet Chopina…

Im bardziej go poznaję, tym częściej widuję jego agresywne napady złości i nie potrafię połączyć tego obrazu z bajeczną muzyką tworzoną przez Feliksa. Każda taka myśl kończy się tym, że przypominam sobie sam siebie i… rozgrzeszam Mendelssohna.

Feliks łagodnieje w zasadzie wyłącznie przy Fanny, choć i między nimi wyczuwa się jakieś napięcie. Może chodzi o to, że śladem ojca zabronił swojej starszej siostrze publikowania jej kompozycji, żądając od niej tak jak i ojciec, wypełniania przede wszystkim tradycyjnej roli żydowskiej żony i matki.

Kochający i wielbiący siostrę Feliks akceptował to, że komponowała na użytek rodziny, ale nie życzył sobie, aby stała się kobietą wyzwoloną, obalającą powszechnie obowiązujący mit o wyłącznie męskim darze komponowania muzyki.

Fanny odważyła się na naruszenie tego szowinistycznego dyktatu dopiero dwa lata przed śmiercią, pisząc do Feliksa: „…w wieku 40 lat boję się swoich braci, tak jak bałam się ojca, gdy miałam lat 14…„. Za życia nie usłyszała żadnego ze swoich utworów nigdzie poza własnym domem.

Mendelssohn podobnie traktował również inne kobiety. W 1825 roku podczas pobytu w Paryżu chłopięcy Feliks poznał jedenastoletnią Delphine von Schauroth i usłyszał jej grę podczas występu na prywatnym występie w domu barona Trémonta, o czym nie omieszkał poinformować siostry, jak zazwyczaj w zgryźliwym tonie: „Słyszałem wiele muzyki, w większości złej„.

Młodziutka Delphine zrobiła jednak na dojrzewającym chłopcu i muzyku tak duże wrażenie, że gdy pięć lat później podczas podróży do Włoch dowiedział się o jej występach w Monachium, nie tylko spędził w stolicy Bawarii prawie trzy miesiące, ale również i drogę powrotną do Berlina zaplanował tak, aby znów zahaczyć o Monachium.

Młodzi czuli się ze sobą znakomicie i często, i chętnie „grywali na cztery ręce”, co było powszechnie wówczas stosowanym wśród muzyków eufemistycznym określeniem bardzo bliskich relacji damsko-męskich.

Błogo usposobiony Feliks nie tylko skomponował z myślą o pięknej szesnastolatce wspaniale radosny i wirtuozerski koncert fortepianowy, ale pozwolił jej również na umieszczenie w koncercie własnego fragmentu. Nigdy jednak nie upublicznił informacji, o który fragment chodzi, a podczas premiery nawet słowem nie wspomniał o kompozytorskim udziale Delphine.

Delphine nie była zastraszoną Fanny. Jej pretensje i oczekiwania skończyły się wybuchami gniewu i złości ze strony Feliksa, co definitywnie zakończyło ich związek.

Pomimo tego, pomimo kilku kolejnych mężów, pomimo bogatej kariery utalentowanej pianistki, do końca jej dni Mendelssohn pozostawał dla niej na tyle ważny, że przez całe swoje życie wielokrotnie wykonywała dedykowany jej koncert.

W wieku 57 lat, po upływie ponad czterdziestu lat od czasu romantycznych spotkań z Feliksem w Monachium, Delphine postanowiła zorganizować swój pożegnalny występ. W jego programie umieściła oczywiście koncert Mendelssohna zawierający również niewielką cząstkę jej geniuszu i odegrała go w dzień rocznicy urodzin byłego partnera do „gry na cztery ręce”.

A Feliks?

Pomimo tego, że we wczesnych listach do Fanny zarzekał się, że nic go nie łączy z Delphine, to przyjaciołom pisał już co innego. W listach do Karla Klingemanna i Heinricha Bärmanna wyznawał miłość do niej, kilkakrotnie płynął do Londynu, gdzie zamieszkała z pierwszym mężem i nigdy nie zdecydował się na spotkanie z nią, ale gdy po rozwodzie wróciła do Monachium, poprosił siostrę, by odwiedziła Delphine i wysondowała jej nastawienie… Chciał wiedzieć pomimo tego, że był już wtedy żonaty z łagodzącą jego naturę Cécile Jeanrenaud.

Fanny i Delphine — dwie niespełnione kompozytorki nawet się polubiły, ale biegu historii nie dało się już odwrócić.

Przynajmniej koncert nam pozostał!

INSPIRACJA WPISU: