Kilka lat temu przeprowadziliśmy wśród kompozytorów w DNM-ie ankietę na temat pobudek, które motywowały nas do tworzenia. Wyników tak dokładnie nie pamiętam, ale utkwiło mi w głowie, że ponad 60% z nas tworzyło z powodu zakochania się, prawie 30% z powodu braku pieniędzy i niecałe 10% z chęci zmieniania świata…

Znam co prawda takich, którzy spełniali równocześnie wszystkie trzy przesłanki tworzenia dobrej muzyki, ale bezspornie jednak zakochanie się, zauroczenie, zafascynowanie wygrywało w cuglach.

Nie inaczej było z Szostakowiczem. Zaprosiłem go zresztą dzisiaj na wspólne słuchanie jego preludiów i fug i…, jak znam życie i to, co jest po nim, to na pewno przyjdzie razem z Tatianą…

I choć oboje zarzekają się sumiennie, że dziś łączy ich tylko przyjaźń i dobre wspomnienia i że wcale ze sobą w DNM-ie nie zamieszkali razem, to jednak wszyscy dobrze wiemy, że preludia i fugi połączyły Dymitra i Tatianę na dobre i na złe, na życie i na śmierć – w przenośni i dosłownie…

Władze kraju, z którego pochodził Dymitr, na przemian karały go i nagradzały za twórczość niezgodną, lub dającą się nagiąć do obowiązującej ogólnokrajowej linii partii rządzącej.

Jedną z nagród była możliwość koncesjonowanych wyjazdów za granicę, zazwyczaj do państw z bloku „zaprzyjaźnionych” krajów satelickich. I tak w roku 1950 pozwolono Szostakowiczowi udać się do Drezna, gdzie odbywał się konkurs poświęcony Bachowi.

Dymitr pojechał i bach-bach – zakochał się w Tatianie Nikołejewej, która faktem perfekcyjnego opanowania wszystkich preludiów i fug Bacha z „Das Wohltemperierte Klavier” na tyle zachwyciła również jury, że konkurs ten wygrała.

Dymitr, zauroczony Bachem i 26-letnią wówczas Tatianą, uknuł diaboliczny plan – postanowił, podobnie jak Bach, skomponować preludia i fugi we wszystkich kluczach skali harmonicznej i natychmiast rzucił się w wir pracy…

Komponował w tak szybkim tempie, że co dwa-trzy dni zapraszał do siebie do domu Tatianę, aby jej zademonstrować kolejne preludium i kolejną fugę…

Rozległo się pukanie do drzwi, odrywając mnie od wspomnieniowej opowieści. W progu stał Dymitr, oczywiście razem z Tatianą…

— Właśnie o was myślałem — zagaiłem…

— Mówiłeś coś o fugach, więc chętnie przyszliśmy. Tatiana do dziś nie może mi wybaczyć, że skomponowałem tylko 24, a nie podwoiłem kluczy tak jak Bach. Ona chciała jeszcze…

Wszyscy się roześmialiśmy, a Tatiana spłonęła leciutkim rumieńcem…

— Czy to prawda Tatiano, że dostałaś wylewu podczas wykonywania preludiów?

— Tak, Mistrzu, to było w San Francisco. Dziewięć dni później umarłam…

Patrząc na Tatianę Nikołajewą, która stała się wiernym wieloletnim propagatorem preludiów Dymitra, z którymi objeździła cały świat i kilka studiów nagrań postanowiłem zmienić plany.

Podszedłem do stolika i serwetką przykryłem leżącą na nim płytę z wykonaniem Szczerbakowa. To o tej płycie chciałem porozmawiać z Dymitrem. Ktoś kiedyś powiedział, że preludia i fugi Szostakowicza to godny następca „Das Wohltemperierte Klavier” i w wykonaniu Szczerbakowa naprawdę można to pięknie usłyszeć.

Ale przecież… nie muszę tego mówić głośno!

INSPIRACJA WPISU: