Długo w nocy myślałem o tym, w jak okrutny sposób Elgar podsumował życie Falstaffa, kończąc je bez agonalnego patosu i bez towarzyszącego śmierci łzawego dramatyzmu.

Znam oczywiście setki requiem, mszy żałobnych i licznych utworów towarzyszących pogrzebom i związanym z nimi uroczystościom, które nadawały śmierci pożegnalnego, wspominkowego i dziękczynnego charakteru, ale nawet najpiękniejsza muzyka nie była w tym przypadku w stanie odwołać nieuniknionego, często służąc przede wszystkim potęgowaniu siły przeżyć.

W większości przypadków dość szybko zapominaliśmy jednak, komu były pierwotnie poświęcone żałobne utwory, a zaczynaliśmy je z czasem traktować, jeśli były tego warte, wyłącznie w kategoriach artystycznych.

Ciekawą próbą refleksji nad oczywistością przemijania życia stała się muzyka Alberta Roussela, który w alegoryczny sposób przedstawił rządzące naturą reguły na przykładzie światka owadów w małym zakątku uroczego ogrodu.

Wydawać by się mogło, że głównym bohaterem tej muzycznej opowieści jest pająk, który, aby przeżyć snuje swoją łowczą sieć i obserwuje otoczenie wyłącznie po to, by wychwycić moment, w którym któryś z owadów zaplącze się w pajęczynę, stając się pokarmem…

Życiowe doświadczenie sprawia, że pająk doskonale odróżnia swoje potencjalne ofiary od tych, którym nie da rady, od tych które są zbyt sprytne, aby wpaść w pułapkę oraz od tych, które mu… nie smakują.

Ze znudzeniem obserwuje wytrwale pracujące mrówki, które zbiorowym wysiłkiem próbują dotaszczyć do mrowiska kolejne płatki róży, z lekkim drżeniem strachu i obrzydzenia przygląda się chrząszczom gnojowym, które toczą swe śmierdzące kule i ożywia się dopiero na widok motyla.

Pająk nie daje się zauroczyć lekkim tańcem barwnego owada, który oślepiony przez chwilę przez słońce nie zauważa niebezpieczeństwa i wpada w pajęczą pułapkę. Nieszczęście motyla staje się powodem radości pająka. Teraz to on tańczy i przygotowuje się do wytęsknionej uczty.

Nie przeszkadzają mu w tym nawet pojawiające się w pobliżu modliszki, toczące wojnę z robakami próbującymi się dostać do jabłka, które spadło z drzewa, lekko naruszając strukturę pajęczyny, co zmusza pająka do pozostawienia motyla i ruszenia z naprawą sieci.

Robaki dotarły do jabłka, przenikając je na wylot i wyłażąc na powierzchnię utuczone smakowitym miąższem. Zdążyły dokładnie na moment, w którym jedna z modliszek atakuje zajętego pracą pająka i chwyta go w swe przednie odnóża, pożerając go żywcem.

Ta pajęcza śmierć nie jest ulotna jak u motyla, który zginął niezauważenie, jakby nigdy nie istniał. Pająk walczy o życie długo i odważnie, lecz siła uścisku modliszki jest nie do pokonania.

Czy coś się zmieniło wtedy w tym ogrodowym zakątku? Nie zdarzyło się nic, co byłoby niespotykane. Ot, codzienność… Mrówki ruszyły po kolejny płatek róży, robaki trawiły jabłko, najedzona modliszka nawet nie potrafiła poruszyć skrzydłami i postanowiła chwilę odpocząć po zasłużonym posiłku.

Ten obraz życia i śmierci uwarunkowanych potrzebą zdobywania pokarmu zmienił się jednak na chwilę. W ogrodzie wykluła się właśnie kolejna jętka pospolita, która po kilkuletnim rozwoju w postaci larwy wydobyła się na zewnątrz, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że jej żywot będzie nadzwyczaj króciutki.

Piękna efemeryda tańczy radośnie w powietrzu, zwracając na siebie uwagę wszystkich mieszkańców ogrodu. Szybko jednak słabnie i wyczerpana wysiłkiem, upada na ziemię tuż obok jeszcze w miarę świeżego płatka róży.

Czy to dlatego, że ekspresyjny taniec jętki przyniósł ogrodowym widzom chwilę artystycznych doznań i estetycznych zachwytów, czy też może z innego nieznanego mi powodu, ale śmierć efemerydy została potraktowana przez Roussela inaczej.

Mrówki ułożyły jętkę na różanym płatku i ruszyły w procesję w rytm marsza żałobnego, którego nie odegrano ani przebiegłemu pająkowi, ani nieroztropnemu motylowi, a i żarłoczne robale i okrutne modliszki też go na pewno nie usłyszą.

Ten marsz żałobny odegrany jętce naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Niby chwila, niby mgnienie, krótki uśmiech duszy, a jednak…

I nagle gdzieś z głębi swojego sceptycyzmu dotarła do mnie myśl: a jeśli mrówki niosły efemerydę do mrowiska jako deser, płatek róży zastępował talerz, a marsz wyznaczał tylko rytm kroków przybliżających je do posiłku?

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 413. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz tego bloga i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” niewielką donacją.

Za pośrednictwem projektu PATRONITE w łatwy i bezpieczny sposób, samodzielnie decydując o poziomie wsparcia i z zachowaniem prawa do natychmiastowej rezygnacji, możesz stać się Mecenasem kultury.

Jak zostać moim Patronem? Zapraszam na stronę: https://patronite.pl/KronikaLudwika

INSPIRACJA WPISU:

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie ab67616d0000b273e771df53cd5c25e7aba72264.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie ab67616d0000b273466de48cd350bb83ad1035c5.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie ab67616d0000b273af04a85814b31575cb535947.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 81ReLb-XYNL._SS500_.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie ab67616d0000b2734a0fd5c94652298d035ac826.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 4656222-origpic-363ca5.jpg