Z Respighim rozstałem się dopiero wieczorem następnego dnia. Wspólnie przesłuchaliśmy wiele wykonań jego tryptyku rzymskiego, a w przerwach podczas konsumpcji donoszonych posiłków plotkowaliśmy, głównie o Rachmaninowie i kilkakrotnie ze sporym zadowoleniem wysłuchaliśmy też tej nowej płyty z jego pieśniami.

Ottorino cieszy się sporym zaufaniem ze strony Rachmaninowa od czasu, gdy na prośbę Siergieja Kusewickiego wyraził on zgodę na orkiestrację pięciu wybranych przez siebie etiud-tableuax i na tyle zaakceptował Włocha do tego zadania, że w specjalnym liście opisał mu niepublikowane dotychczas wskazówki co do treści etiud. Może właśnie dlatego to akurat on stał przed drzwiami i czekał na mnie.

Ottorino wyjaśnił mi też, że duża liczba osób w korytarzu przed pokojem Rachmaninowa wzięła się z chęci wyrażenia solidarności z pochodzącym z Uzbekistanu Anisimovem i Polką Szałwińską, którzy na wspólnym koncercie charytatywnym już w 2014 roku wspierali Ukrainę w jej wojnie z najeźdźczą Rosją, a na tej nowo wydanej płycie z romansami Siergieja umieścili również jakże wymowną pięknie wykonaną pieśń „Chrystus zmartwychwstał” z tekstem Dmitrija Siergiejewicza Mierieżkowskiego, której słowa w swobodnym tłumaczeniu poruszyć mogą każdego:

Chrystus zmartwychwstał! Tak śpiewają w kościele, a mimo tego jest mi smutno i moja dusza milczy.

Świat jest pełen krwi i łez, co sprawia, że ten hymn wyśpiewywany przed ołtarzami brzmi wręcz jak zniewaga.

Gdy był między nami, to widział, co osiągnął nasz „chwalebny” wiek, jak brat nienawidził brata i jak haniebna jest ludzkość.

Więc jeśli tutaj w tej świecącej przepychem świątyni Chrystus zmartwychwstał, to musiał usłyszeć od wiernych te łzy tak gorzkie, że sam załkał i zaszlochał!

Od czasów nauczki z naiwną oceną Napoleona Bonaparte staram się nie poruszać tematów politycznych, lecz napaść Rosji na Ukrainę wydaje mi się tak drastycznym przejawem ciemności dusz i umysłów niektórych ludzi, że ten stan aż prosi się o boską interwencję, nawet przy świadomości, że chyba nigdy dotychczas nie była ona w pełni skuteczna.

Respighi przekazał mi także, że głównym organizatorem wiecu poparcia pod drzwiami Rachmaninowa był Karol Szymanowski i w zasadzie zupełnie nie powinno mnie to dziwić. Urodzony w Tymoszówce – wiosce położonej na południowy wschód od Kijowa do końca życia tęsknie wspominał Ukrainę, choć z czasem bliższa stała mu się polska góralszczyzna.

Gdy pisał, że „nieraz brak mi Ukrainy, jej słońca, jej dalekich przestrzeni”, bo „tam spędziłem dzieciństwo, odczuwałem ją całą swoją duszą, kochałem jej dobroczynny klimat, jej bujność i słodycz”, to pamiętać też trzeba, że tęsknił za dobrobytem i luksusem, tęsknił za dwoma fortepianami firmy Steinway stojącymi w salonie szlacheckiego dworku, za usłużną służbą i za beztroskim życiem.

Takie życie zakończyło się w 1917 roku i dla Szymanowskiego, i dla fortepianów utopionych przez bolszewików w pobliskim stawie, do którego prowadziła droga wysadzona lipami. Zdziwiłbym się, gdyby u podstaw dzisiejszych reakcji Karola nie leżała chęć odwetu na Rosjanach.

Wygnanie z Tymoszówki przerwało hodowlę „cieplarnianej rośliny”, jak o Szymanowskim mówił we wspomnieniach wiolonczelista Kazimierz Wiłkomirski. Skończyły się zagraniczne wyjazdy, studiowanie literatury, wszechstronna edukacja i nocne wylegiwanie się nad stawem czekającym na fortepiany w nadziei na wenę spływającą z rozgwieżdżonego ukraińskiego nieba.

W tamtym czasie bliskie Szymanowskiemu stały się poglądy XIII-wiecznego sufickiego poety Maulana Dżalaluddina Rumiego, który Boga nakazywał szukać przede wszystkim w sobie, a o wymiarze boskości w człowieku decydować miał jego charakter i zdolność do stałego rozwoju.

Przepełniony taką ideą potrafił przeleżeć całą noc pod gwiazdami, czekając na nadejście myśli lub nut, które można byłoby uznać za boskie. W skomponowanej jeszcze w Tymoszówce trzeciej symfonii o podtytule „Pieśń o nocy” szuka towarzystwa boskiego kompana, wzywając go wierszem Rumiego:

O, nie śpij, druhu, nocy tej. Tyś jest Duch…”

Czuje się partnerem do rozmowy:

Ja i Bóg jesteśmy sami, nocy tej!”

i skarży się, że:

Merkury krwawo lśni nocy tej! Wpływ złowieszczy miota Saturn…”.

Czyżby tytułową nocą była ciemność ludzkich charakterów przejawiana podczas I wojny światowej, którą pozornie beztroski Karol obserwował wtedy z takim samym bólem, jak dziś, gdy patrzy na kolejną wojnę?

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 474. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: