Tak, jak szczęśliwym momentem w życiu Huberta Parry’ego stało się zamówienie przez dwór królewski hymnu koronacyjnego, tak dla Michaela Tippetta takim fartem okazało się użycie jednego z jego utworów w filmie, który w 1975 roku obejrzało 14 milionów widzów.

Do tego czasu Tippett uchodził za przeciętnego kompozytora, zdarzało się, że dyrygenci rezygnowali z wykonywania jego dział po jednej tylko próbie, zdarzało się też dosyć często, że premierowe wykonania były wygwizdywane i totalnie krytykowane. Taka krytyka spotkała też „Fantazję koncertującą na temat z Corellego”, którą Tippett skomponował na zamówienie Festiwalu w Edynburgu specjalnie z okazji 300. rocznicy urodzin włoskiego kompozytora Arcangelo Corellego.

Bazą utworu stało się Adagio f-moll z Concerto Grosso F- dur op. 6, nr 2. Tippett wykonał swoją fantazję po raz pierwszy w 1953 roku wraz z BBC Symphony Orchestra i został wybuczany…

Minęło tylko nieco ponad 20 lat i mogliśmy spektakularnie zobaczyć, jak wielki wpływ na odbiór muzyki ma jej wykonanie i jak percepcję słuchaczy poszerza odpowiednio dobrany obraz.

Reżyser Peter Hall namówił Neville’a Marinera do wykonania tej fantazji, a następnie umieścił nagranie w filmie „Akenfield”. Niesamowita popularność filmu sprawiła, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Tippett stanął w pierwszym szeregu angielskich kompozytorów, a Fantazja w wykonaniu Akademii St. Martin in the Fields dołączyła do grona najbardziej ulubionych utworów na smyczki…

Muszę zapytać się kiedyś Malcolma Sargenta, czy nie jest mu głupio, że nie zauważył potencjału Fantazji i wycofał się z przeprowadzenia jej premiery…

Takie nietrafione decyzje mistrzów batuty, taka niezdolność wykonawców do wydobycia z utworów pełni ich piękna i taka dołująca krytyka, niejednego z nas doprowadzały na skraj obłędu…

Tippett zniszczył kilkadziesiąt swoich najwcześniejszych kompozycji, a pierwsze upublicznił dopiero po 30 roku życia. Starał się być wierny swoim wyrazistym poglądom politycznym i społecznym i poglądy te często wprowadzał do muzyki, zwłaszcza do operowych librett.

Okres wojny i pacyfistyczne nastawienie zaprowadziły go aż do więzienia i w ostatecznym rachunku wpłynęły na zmianę widocznego w jego twórczości liryzmu. Muzyka stała się ciemniejsza, bardziej dwuznaczna, mniej harmoniczna, mocno eksperymentalna.

Ostatnie 20 lat długiego życia to jednak powrót do młodzieńczego liryzmu połączonego z dojrzałością wieku. Wielu wspomina go jako osiemdziesięciolatka w bluzach i w połatanych dżinsach na premierach kolejnych swoich dzieł. I choć nie był tak wielkim innowatorem, jak na przykład Messiaen czy Strawiński, to jednak na pewno odcisnął swoje piętno na kolejnych pokoleniach kompozytorów.

To w sumie dość niezwykłe. Tippett nigdy nie był tylko muzykiem. Przede wszystkim był wyrazicielem nurtujących go idei, który wybrał muzykę jako najlepsze medium, aby przedstawiać swoje pomysły.

Koniecznie muszę posłuchać więcej jego dzieł. Muszę tylko znaleźć dobre wykonania i jak pokazał przykład „Fantazji na temat z Corellego” o wskazówki nie powinienem pytać samego Tippetta. On nawet swoich własnych dzieł nie potrafił „sprzedać” zbyt udanie!

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 45. wpisem z cyklu 1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: