Przedstawiłem swój pogląd na temat Roberta moim nowym przyjaciołom i bardzo się ucieszyłem, że Johannes, Piotr i Antonin mają w tej kwestii zbliżone oceny. Te nasze cztery głosy w zasadzie przesądzają o rozstrzygnięciu sprawy w siedmioosobowym Konwencie Seniorów.

I choć czuję na sobie ten wyczekujący wzrok Klary, to jednak jeszcze poczekam, nie będę ryzykował rozbudzania jej nadziei.

Cały wczorajszy wieczór spędziłem na słuchaniu kompozycji Schumanna i z każdą kolejną płytą czułem się coraz bardziej winny. Jak my mogliśmy go tutaj nie wpuścić?!

Jego najwspanialsze kompozycje są ściśle związane z Klarą. Gdy szesnastoletnia Klara na żądanie ojca opuściła Schumanna na 16 miesięcy to powstała wtedy wyrażająca cierpienie doskonała Fantazja C-dur, zaraz po ślubie Robert stworzył kilkaset pieśni i wiele utworów na fortepian solo, których pierwszą wykonawczynią prawie zawsze była Klara. To za jej namową zaczął również komponować symfonie. Klara była dla Roberta prawdziwą muzą, a „przy okazji” genialną pianistką i matką ich ośmiorga dzieci…

Schumann nie był muzykiem kompletnym. Kontuzjowana prawa ręka dawała wytłumaczenie niedostatków gry na fortepianie, kariera dyrygenta to raczej pasmo klęsk niż sukcesów, a ilość solowych dzieł na fortepian pozwalała niektórym na snucie podejrzeń, że rzeczywistym ich twórcą lub przynajmniej inspiratorką była Klara…

Rozwój choroby afektywnej dwubiegunowej odbierał mu moce twórcze, a uszkodzenie nerwu słuchowego spowodowało, że zaczął słyszeć „anielskie” głosy, które szybko przekształciły się w bestialski hałas „tygrysów i hien”.

Dziś i jutro przygotuję na posiedzenie Konwentu kilka wykonań utworów Schumanna — lepszych argumentów za jego przyjęciem do DNM-u nie znajdę…

INSPIRACJA WPISU: