Miarka się przebrała!!!

Pozornie dzień zaczął się pozytywnie, choć całkowicie niespodziewanie…

Jeszcze przed śniadaniem usłyszałem delikatne pukanie w drzwi i każdego bym się spodziewał prędzej…

Pod drzwiami stał Fryderyk ze swoją lekko zblazowaną minką. Na tyle mnie zamurowało z zaskoczenia, że nawet się nie odezwałem, tylko zrobiłem krok do tyłu, co Chopin skrzętnie wykorzystał, przeciskając się obok mnie, po czym bez pytania o zgodę usadowił się w moim fotelu, rozejrzał się po pokoju, kiwnął głową jakby na znak akceptacji i… nie uwierzycie…, zwyczajnie i po prostu zasnął…

Przez śpiącego Chopina ominęło mnie śniadanie i zapowiadany deser malinowy a ja z każdym mijającym kwadransem coraz bardziej niepokoiłem się o obiad. Na szczęście Fryderyk odczuł chyba niewygodę fotela i po dwóch godzinach, podczas których naprawdę zgłodniałem, usłyszałem ciche dziękuję”…

W pierwszej chwili pomyślałem, że Chopin dziękuje mi za wpis o sonacie h-moll, ale Fryderyk szybko wyprowadził mnie z błędu:

– Pomyślałem, że u … – zawahał się – że tu mnie nie znajdą…

Wyczułem przyczynę jego zawahania i powiedziałem:

– Możesz mówić mi po imieniu. Kto cię szuka?

– Łowcy sensacji…, Ludwiku. Chcą się dowiedzieć o moich prawdziwych preferencjach seksualnych. Nie mam już sił odpowiadać…

Po słowach Fryderyka poczułem się, jakby zlał mnie zimny pot. Czy przypadkiem również ja swoimi wpisami też nie przyczyniłem się do wywleczenia tych kwestii tak mało przecież istotnych dla odbioru muzyki Fryderyka?

– Napisałeś ostatnio, że Jarosław Iwaszkiewicz porównał finał mojej sonaty h-moll do Walkirii Wagnera. Czy poszedłbyś ze mną do Szymanowskiego, który podobno przyjaźnił się ze swoim młodszym kuzynem Jarkiem bardzo, bardzo blisko? Może dowiem się coś więcej? – Fryderyk wyrwał mnie z zadumy i zaskoczony wyraziłem zgodę, choć wyraźnie czułem, że zbliżają się kłopoty.

Poszliśmy…

Szymanowski już szykował się do wyjścia na obiad. Nawet tu w DNM-ie nie zrezygnował ze swojego dandysowatego, przesadnie wymuskanego, ale wciąż jednak eleganckiego wyglądu. Gdy Fryderyk wyłuszczył mu sprawę, jego rodak spąsowiał na twarzy, ale opanowując się szybko, wygładził poły marynarki i rzekł, tak właśnie: nie powiedział beztrosko, lecz z niezwykle poważną miną rzekł:

– Słyszałem te nowinki, również w kronice u Ludwika coś tam mignęło. Z ciekawości zerknąłem do Nekronetu i przejrzałem wieści o sobie. Czy wiecie, że ostatnio kilkakrotnie więcej artykułów jest o moim homoseksualizmie niż o mojej muzyce!

– Trzecia symfonia to erotyzm przywieziony z podróży po Afryce, pieśni to wspomnienie pięknych efebów, Król Roger to tęsknota za Sycylią i jej łatwą do uzyskania erotyczną atrakcyjnością, I Koncert skrzypcowy wart wspomnienia głównie dlatego, że wspomógł erotyczny wydźwięk Panien z Wilka” Andrzeja Wajdy. Wytknięto mi nawet to, że zamieszkałem wśród górali, bo tam czułem się podobnie jak w sycylijskiej Taorminie…

Milczeliśmy z Chopinem jak zaklęci. A więc to tak działa?

– A ja bym chciał, żeby ci wszyscy, którzy o mnie mówią i piszą, docenili, jak wiele wspaniałej muzyki jest chociażby właśnie w tym koncercie na skrzypce i orkiestrę, jak wiele pracy włożyłem w to, by połączyć w jedną całość neoromantyczne tęsknoty, modernistyczne trendy, impresjonistyczne klimaty i czysto komercyjny wymiar piękna. To muzyka, która jest moją wizytówką tamtego etapu mojej twórczości i mojego życia. Jestem z niej dumny!

– Wielu jednak woli zaglądać mi pod pierzynę. Zresztą… – Szymanowski spojrzał na nas dość zaczepnie – was obu też to dotyczy. O Fryderyku już mówiliśmy, ale czy ty, mistrzu słyszałeś, że to, że nigdy się nie ożeniłeś, ma być dowodem twoich odmiennych skłonności. Podobno to dlatego tak bardzo starałeś się o opiekę nad siostrzeńcem…

Zaniemówiłem! Miarka się przebrała!!!

A po chwili zza kotary wściekłości, zza zasłony niesprawiedliwie doznanej krzywdy, zza ciemnej przesłony odbierającej jasny ogląd spraw, zza bólu plączącego ze sobą myśli dotarła do mnie przerażająca myśl: A jeżeli ja czynię tak samo?

Może to ostatni już moment, by wyrzucić z kroniki słowa, a pozostawić w niej wyłącznie samą muzykę? Wiele myślenia przede mną!!!

To koniec dzisiejszej opowieści będącej 478. wpisem z cyklu „1000 utworów muzyki klasycznej, których warto posłuchać chociaż raz w życiu.

Jeśli lubisz ten blog i zależy Ci na jego kontynuacji, możesz wspomóc autora „Kroniki Ludwika” jednorazową lub cykliczną darowizną za pośrednictwem projektu Patronite albo z wykorzystaniem systemu PayPal.

INSPIRACJA WPISU: